Wakacje z kawą – część III – Oslo, Tokio i Melbourne.
Porozmawiajmy o kawie… Oslo, Tokio i Melbourne – trzy miasta, trzy pomysły na kawę.
W poprzednich częściach naszej podróży kawa prowadziła nas przez Rzym, Mediolan, Wiedeń, a następnie przez Lizbonę, Paryż, Londyn i Kopenhagę. Każde z tych miast miało własny język kawy- od włoskiego espresso, przez francuską elegancję, po skandynawską prostotę.
Są miasta, w których kawa jest po prostu częścią dnia. I są takie, które potrafią całkiem zmienić nasze wyobrażenie o tym, jak kawa może smakować i jak można ją przygotować.
Na zakończenie naszych „Wakacji z kawą” ruszamy więc trochę dalej. Do Oslo, Tokio i Melbourne. Trzech miast oddalonych od siebie o tysiące kilometrów, które łączy jedno: kawa traktowana jest tu naprawdę poważnie. Ale na szczęście nie zawsze całkiem serio.

OSLO kawa może być jasna.
Norwegia od lat zajmuje ważne miejsce na mapie współczesnej kawy specialty. A jednym z nazwisk, którego trudno tutaj nie wymienić, jest Tim Wendelboe– mistrz baristów, palacz kawy i człowiek, który miał ogromny wpływ na skandynawskie podejście do kawy.
Jego espresso bar na Grünerløkka w Oslo przypomina trochę kawowe laboratorium. Kawowe menu zmienia się wraz z sezonami zbiorów, kawę przygotowuje się na zamówienie, a barista chętnie podpowie, jak zaparzyć te same ziarna w domu.
I tu pierwsza ciekawostka- jasno palona kawa nie oznacza słabej kawy.
Wręcz przeciwnie. Krótsze i delikatniejsze palenie ma pozwolić zachować więcej naturalnych cech ziarna. W filiżance łatwiej wtedy odnaleźć słodycz, owocowość i aromaty charakterystyczne dla konkretnego regionu. Tim Wendelboe opisuje swój styl właśnie jako poszukiwanie klarowności, słodyczy i niewielkiej goryczy.
Dla kogoś przyzwyczajonego do klasycznego włoskiego espresso pierwsza filiżanka w Oslo może więc być małym zaskoczeniem.
I właśnie o to chodzi.
TOKIO kawa, która wymaga czasu.
Z Oslo przenosimy się do Tokio, gdzie kawa spotyka się z czymś bardziej japońskim: precyzją.
Tutaj kawa ma zupełnie inny charakter. Tokio jest miastem szybkości, to nie włoskie piano..piano..Pociągi odjeżdżają co do minuty, ulice są pełne ludzi, a rytm miasta trudno nazwać spokojnym.
W mieście pełnym nowoczesnych kawiarni nadal działają tradycyjne kissaten– niewielkie kawiarnie, których historia sięga dziesięcioleci. Często znajdziemy w nich stare drewniane wnętrza, porcelanowe japońskie filiżanki i kawę przygotowaną ręcznie.
Tutaj przelew nie musi być szybki. Barista może odmierzyć porcję ziaren, zmielić tuż przed przygotowaniem i powoli dolewać wodę do drippera.
To właśnie w Japonii rozwijały się techniki, które dziś kojarzymy z bardziej świadomym podejściem do przygotowania kawy- między innymi ręczne metody przelewowe czy cold brew.
Ciekawostka: japońska kultura kawowa nie zatrzymała się na tradycyjnych kissaten. Tokio łączy dziś ręczny pour-over z nową falą specialty, espresso i nowoczesnymi kawiarniami. Stare i nowe funkcjonuje obok siebie- i właśnie to jest w tym mieście tak ciekawe.
Mamy również współczesną kawiarnię i palarnię Onibus Coffee związaną ze sceną specialty coffee. Klienci cenią ją za bardzo dobrą jakość kawy, precyzyjne parzenie i spokojną niewymuszoną atmosferę. Lokal jest niewielki w Nakameguro- jego drewniana charakterystyczna przestrzeń tworzy ciekawy kontrast z nowoczesnym podejściem do kawy.

Jednym z miejsc, które warto mieć na uwadze podczas kawowej podróży po Tokio, jest także Cafè Bach jedna z najbardziej znanych kawowych instytucji miasta. Historia tego miejsca jest interesująca również dlatego, że pokazuje, jak japońska kultura kawowa rozwijała się poprzez przekazywanie wiedzy. Cafè Bach odegrało ważną rolę w rozwoju japońskiej specialty coffee i domowego przygotowywania kawy. To podejście jest szczególnie bliskie osobom, które chcą nie tylko wypić dobrą kawę, ale również zrozumieć, co właściwie znajduje się w filiżance. Bo czasem różnica pomiędzy przeciętną a naprawdę dobrą kawą nie polega na tym, że potrzebujemy droższego ekspresu, czasem wystarczy lepiej poznać ziarno.
A może przy okazji warto zrobić mały eksperyment w domu?
Tę samą kawę zaparzyć raz w ekspresie, a drugi raz metodą przelewową. Ziarna pozostają te same, a w filiżance możemy odkryć zupełnie inne nuty.
MELBOURNE- zamów „Magic”
Jeśli Oslo lubi jasne palenie, a Tokio precyzję, Melbourne ma jeszcze inną obsesję: kawę z mlekiem przygotowaną dokładnie tak jak trzeba.
Flat white jest już znany niemal na całym świecie. Ale będąc w Melbourne, warto zapamiętać jeszcze jedno słowo:
Magic.
Nie znajdziemy za nim żadnej kawowej sztuczki. To podwójne ristretto połączone z niewielką ilością odpowiednio spienionego mleka, zwykle podawane w małej filiżance około 150 ml. W efekcie kawa jest bardziej skoncentrowana niż klasyczny flat white, ale nadal kremowa. Co ciekawe „Magic” wyrósł z kultury kawiarni Melbourne i poza tym miastem wciąż nie wszędzie jest rozpoznawany.
Czyli mamy nowe kawowe hasło na wakacje: „One Magic, please„.
I zdecydowanie ciekawszą pamiątkę z Melbourne niż kolejny magnes na lodówkę.
A gdy wrócimy do domu?
Po trzech częściach naszych „Wakacji z kawą” można dojść do jednego wniosku: nie istnieje jeden właściwy sposób picia kawy.
Może być krótkim włoskim espresso, jasnym przelewem z Oslo, kawą przygotowaną cierpliwie w Tokio albo mlecznym „Magic” zamówionym w Melbourne.
I właśnie dlatego kawa tak dobrze pasuje do podróży. Zmienia się razem z miejscem, w którym ją pijemy.
A po powrocie? Oczywiście zapraszamy do LUNGO Caffè .
Dobrego dnia! ☕️
